Odbieranie przez pończoszkę, czyli (po) wolne psucie prawa

8 lipiec 2008
Kuba Tatarkiewicz
Prawo autorskie powstało w czasach gdy technologia pozwoliła kopiować słowo drukowane bez specjalnego problemu. Mark Twain, jeden z pierwszych autorów, którzy walczyli z kradzieżą własności intelektualnej, tak naprawdę walczył z dzikimi wydawcami.


Proceder był prosty: gdy w czasopiśmie lub w druku ukazywała się kolejna książka Twaina, to nieuczciwy wydawca z małej miejscowości po prostu robił jej skład od nowa, czasami kopiował ilustracje i całość zaczynał lokalnie sprzedawać. Brak komunikacji powodował, że w ten sposób można było sprzedać całkiem sporo pirackich egzemplarzy, nie płacąc autorowi ani grosza tantiem.

Podobna sytuacja była z muzyką. Skopiowanie nut oraz słów piosenki nie było trudne. Udowadnianie, że za sprzedawany utwór zapłacono tantiemy nie wchodziło w rachubę. Płyt nikt nie kopiował, bo było to technologicznie zbyt trudne. Podobnie było z filmami - tylko bardzo bogate osoby stać było na posiadanie własnej kopii ulubionego filmu. Cała misterna struktura ochrony praw autorskich sprowadzała się do zabraniania kopiowania druku. Nikomu do głowy nie przychodził tzw. użytek własny, choć papierowy zapis piosenki można było powielić w domu. Technologia cyfrowa wszystko zmieniła, szczególnie w zapisie cyfrowym dźwięku oraz obrazu. Nagle każdy dziś może nie tylko zrobić kopię idealną: za pomocą internetu może ją powielić na cały świat. Tylko prawo nie nadążyło.

Kiedy czytam stwierdzenie(1) J. Lipszyca, że "System praw autorskich nie jest systemem własności, ale systemem monopolu autorskiego, odbierającym prawo do tego, co się nabyło", to zaczynam myśleć, że znamy chyba inne prawo. Chciałbym mianowicie wiedzieć, co takiego i komu odbiera obecnie używane prawo autorskie? Nikt nigdy nikomu nie obiecywał, że nabywca płyt z muzyką lub filmem będzie mógł robić ich kopie i rozdawać je na lewo i prawo. O jakim monopolu tu mowa??? Gdy jakiś autor nie chce zastrzegać swoich utworów, to nie ma żadnego powodu, aby po prostu nie oznaczał ich znakiem copyright. Jeśli zaś jedynym motorem jego działania jest pusta próżność, to nic nie przeszkadza publikowaniu z zastrzeżeniem, że kopia musi zawierać wpis autorski.

Cała dyskusja o legalności tzw. wolnej kultury jest jakimś kompletnym pomyleniem pojęć. Nie wiem, dlaczego środowiska prawne w ogóle zajmują się tym tematem. Prawdziwy problem wcale nie dotyczy garstki próżnych autorów, tylko olbrzymich rzesz tych, którzy przez internet pozbawiani są dochodów. To im każdego dnia zabiera się miliony, uniemożliwiając prawo do obrony, bo działa przecież "osobisty użytek", czyli prawo zepsute zapisem o możliwości legalnego kopiowania tego, co już jest w internecie. Przy czym nikt nie pyta, jak zastrzeżone utwory tam się znalazły. Dlaczego wszystko zrzuca się na nieuczciwych pośredników-wydawców? Umowy z nimi autorzy podpisali sami, dobrowolnie. Tymczasem instytucje powołane do ochrony obowiązującego prawa rozszerzają interpretację owego nieszczęsnego "użytku osobistego", bo tak im wygodniej. Ilu złodziei utworów zapłaciło w Polsce kary za swój proceder? Ilu "wolnych autorów" ucierpiało z powodu ograniczania praw do publikacji, bo musieli zapłacić podatek od nośników? A ilu autorów nie dostało należnych im tantiem?! Papier jest cierpliwy, internet tym bardziej. Tylko jakoś nowa, wolna kultura 2.0 wcale nie chce rozpowszechniać się. Może jednak ludzie lubią tworzyć z niskiej i upodlającej chęci zysku?

(1) www.computerworld.pl/artykuly/druk/58094/Wspolna.wlasnosc.intelektualna.html

Oceń artykuł

średnio: liczba ocen:

Komentarze

Redakcja Computerworld.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

dareks9

  • ocena: brak oceny
  • IP: 193.193.181.43
  • 11-08-2008, 15:00

Kolejny raz w swoim felietonie zabiera Pan głos w kwestii łamania praw autorskich, szczególnie przez użytkowników P2P (choć nie tylko).
Bez wątpienia problem istnieje - mimo kontrowersji i emocji jakie może budzić to stwierdzenie. Problem, w tym, że temat piractwa nie jest nowy. Wszyscy znamy objawy tej choroby. Znamy jej przyczyny i potrafimy nazwać. Pytanie czy stać Pana na to, aby pokusić się o próbę znalezienia rozwiązania tego problemu?
Jest Pan przecież autorytetem w zakresie IT. Jest Pan cenionym specjalistą i twórcą, dojrzałym zawodowo i doświadczonym życiowo.
Kto, jeśli nie tacy ludzie jak Pan ma zaproponować jakieś rozwiązanie?
Pisanie kolejnego felietonu o tym, że jest źle to zdecydowanie za mało. Nie tegobym od Pana oczekiwał jako od autorytetu w dziedzinie IT.

ja

  • ocena: brak oceny
  • IP: 81.219.116.35
  • 01-08-2008, 12:14

To nie tylko nośniki obciążone tym haraczem. CAŁA ELEKTRONIKA AV zawiera w swojej cenie te 3%, więc niech "biedni" okradani intelektualnie artyści nie biadolą! To, że jakaś panienka coś wystęka i to nagra na 5 lub 10 tys. płyt nie znaczy, że zaraz za to musi kupić sobie mercedesa lub willę! Opamiętajcie się kochani!

gnm

  • ocena: brak oceny
  • IP: 85.222.69.153
  • 29-07-2008, 12:06

"Gdy się o czymś dyskutuje, to trzeba wiedzieć o czym."
Tak napisał autor w jednym z komentarzy.

To samo pomyślałem po lekturze artykułu. Czy autor w ogóle czytał ustawę o prawie autorskim? Ochrona prawnoautorska (w Polsce) nie ma nic wspolnego z "zastrzeganiem praw". Gdyby zgodnie z sugestią autora artykułu, twórca nie opatrzył dzieła znaczkiem "copyright" to utwór oczywiście byłby i tak chroniony.

Kolejny przykład, coraz powszechniejszego niestety, ślepego przeszczepiania na polski grunt, miernego pojęcia o prawie autorskim, ukształtowanego pod wpływem anglosaskiej papki informacyjnej. Drogi Autorze, na kontynencie zastrzeganie praw nie jest warunkiem ochrony.

Tego typu rażących błędów merytorycznych jest w artykule więcej.

A uwaga o dozwolonym użytku jest po prostu żenująca.
Tytułem wyjaśnienia: gdyby nie było dozwolonego użytku to po zakupie płyty DVD (de facto uzyskania od autora licencji na niepubliczne odtwarzanie), nie mógłby tego filmu obejrzeć z koleżanką! Koleżanka nie uiściła przecież opłaty licencyjnej. Podobnie bez użytku prywatnego niemożliwe byłoby słuchanie płyty audio razem z domownikami.

Pozdrawiam i zyczę przyjemnej lektury (bo jak rozumiem przed zapowiadaną powakacyjną odpowiedzią Autor zada sobie trud zapoznania z ustawą i jakimś komentarzem do niej)

maciejk199

  • ocena: brak oceny
  • IP: 62.233.249.59
  • 29-07-2008, 09:08

@J. Tatarkiewicz - niech pan nie odwraca kota ogonem. P. Lipszycowi chodziło o to aby raz kupiony utwór (dowolny) można było odtworzyć na dowolnym sprzęcie a nie tylko na sprzęcie sprzedawanym przez firmę. Jak tak dalej pójdzie to program TV stacji X będzie można oglądać wyłącznie na telewizorze firmy X.

Kuba Tatarkiewicz

  • ocena: brak oceny
  • IP: 66.74.197.59
  • 25-07-2008, 04:06

Gdy się o czymś dyskutuje, to trzeba wiedzieć o czym. Tygodnik Computerworld wydawany jest przez wydawnictwo IDG, które (jak się domyślam) prowadzi portal z zawartością numerów, bo mu się to opłaca (reklama). Ja jestem opłacany od felietonu, a nie od liczby sprzedanych egzemplarzy. A w ogóle to nie jest to żadna wolna kultura - coś się Panu kompletnie pokręciło.

Po wakacjach postaram się odnieść do "argumentów" zwolenników piractwa. Tym bardziej, że temat jest bardzo na czasie w związku z proponowaną modyfikacją prawa autorskiego - może wreszcie znikną nieprecyzyjny "użytek osobisty" oraz artykuł 23 ustawy?!

Whitepaper Connect

Warunki obsługi - Kontakt - Redakcja - Regulamin - O nas - Polityka prywatności - Serwis zgodny z ASME - Reklama - Licencjonowanie treści
Computerworld Polska i Computerworld Polska online są znakami towarowymi IDG Poland SA.
© Copyright 2008 International Data Group Poland S.A. 04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12 tel.(+4822)321-78-00 fax(+4822)321-78-88