Nie mam nic przeciw zwyczajom, które chociażby nie wiem skąd pochodziły, to dowodzą istnienia w nas jeszcze jakichś śladów najzwyklejszego człowieczeństwa, wbrew temu, o czym świadczy otaczająca nas rzeczywistość, a którą zafundowaliśmy sobie podobno na własne życzenie.
Kiedyś w pracy, naprzeciw naszych okien, po drugiej stronie ulicy mieliśmy salę urządzeń do wprowadzania danych, gdzie kilkanaście dziewczyn pracowicie odczytywało dane z dokumentów i wstukiwało je na klawiaturach terminali.
Od połowy stycznia brytyjska organizacja Nominet, zajmująca się prowadzeniem rejestrów i serwerów nazw domen internetowych, rejestruje osobiste domeny drugiego poziomu. Przykładowo, gdyby domenę taką chciał zarejestrować ich premier, miałaby ona postać: blair.me.uk
Tak naprawdę to z komputerów mamy coraz mniej pożytku. Co najwyżej jakieś kartony, worki foliowe czy styropian i to tak dziwnie ukształtowany, że nie bardzo wiadomo, do czego pożytecznego mógłby się przydać.
Przełom kolejnych lat kalendarzowych przynosi, jak co roku, liczne prognozy i przewidywania na kolejnych dwanaście miesięcy.
Zawsze udawało mi się utrzymywać bezpieczną odległość od polityki i pozostawać obserwatorem. Nie była i nie jest to niestety relacja wzajemna, gdyż - jak mówi encyklopedyczna definicja państwa - istotą jego działania jest przymus, a czasem nawet przemoc.
Kłopoty, o jakich za chwilę, towarzyszyły mi od zawsze. Już we wczesnych latach szkolnych rodzice musieli wysłuchiwać skarg sąsiadów, że idzie taki (czyli ja) ulicą i ludzi nie poznaje. Dziś w jakimś stopniu chroni mnie przed tym samym córka, wychwytując znajomych w mijanym tłumie i zawczasu mnie ostrzegając.
Tradycyjny imperializm specjalizował się w zawłaszczaniu efektów pracy podbitych ludów i eksploatowaniu bogactw zdobytych terytoriów.
Ostatnio nieczęsto zdarza mi się zabierać do prac technicznych. Nie ten już wzrok i nie ta precyzja ruchów, a poza tym wszystko dziś takie małe, że ani tam coś dokręcić czy dolutować.
Pewnych rzeczy poznanych w dzieciństwie i wczesnej młodości człowiek nie wyzbywa się nigdy. Moja Babcia do końca swych dni posługiwała się nazwami ulic Poznania z czasów Cesarza Wilhelma.
Gdzieś na początku lat siedemdziesiątych jeden z niedużych zakładów produkcyjnych w Poznaniu otrzymał jakieś wyróżnienie, z której to okazji miało się tam odbyć uroczyste zebranie załogi. Mnie poproszono o wystąpienie w drugiej części zebrania i powiedzenie "czegoś o komputerach, ale dla ludzi".
Czasownik "chomikować" ma znaczenie ujemne, jest synonimem tworzenia zbytecznych zapasów i przesadnej zapobiegliwości. W rzeczywistości zwierzątko zwane chomikiem pracowicie zbiera pojedyncze ziarenka zboża, wypełniając nimi policzki, które sięgają mu aż na plecy. Gdy nazbiera tyle, że już trudno mu to dźwigać, biegnie do swej kryjówki, gdzie zostawia, co uzbierało, tworząc w ten sposób zapasy na zimę.
Gdzieś około połowy lat 80. gościliśmy, z rewizytą w Poznaniu, kolegów z jednego z dużych, węgierskich ośrodków obliczeniowych, działającego w ramach organu rządowego, który był odpowiednikiem połączenia naszej Komisji Planowania z GUS-em.
Znałem kiedyś fachowca, który potrafił skutecznie naprawić każdą mechaniczną maszynę do liczenia, bez względu na markę, zasadę działania i stopień komplikacji. Powierzano mu najtrudniejsze przypadki, z którymi inni nie dawali sobie rady. Wszyscy, łącznie z jego szefami, uważali go za złotą rączkę i wysoko cenili. Człowiek ten miał jednak jedną, poważną wadę: nie potrafił pracować w obecności drugiej osoby.
Kiedyś po wyjściu z pracy, wstąpiłem do niewielkiego sklepu z odzieżą, na jednej z uliczek w pobliżu Starego Rynku w Poznaniu. Zainteresował mnie garnitur. Producent był znany, cena niska, a z metki wynikało, że powinien pasować. Był wieczór, do zamknięcia sklepu kilka minut, więc przymierzyłem tylko marynarkę. Pasowała nawet dość dobrze. Na propozycję odłożenia sprawy do poniedziałku, właściciel zaoferował sporo niższą cenę i gotowość dokonania ewentualnych poprawek. Uległem.
Udało mi się zachować do dziś kilka płyt gramofonowych z sopockich festiwali jazzowych z lat 50. Płyt o szczególnej wartości emocjonalnej, jako że nie wyszukałem ich po latach w antykwariatach, lecz nabyłem wtedy, gdy się ukazały, za oszczędności z uczniowskiego kieszonkowego.

Warunki obsługi - Kontakt - Redakcja - Regulamin - O nas - Polityka prywatności - Serwis zgodny z ASME - Reklama - Licencjonowanie treści
Computerworld Polska i Computerworld Polska online są znakami towarowymi IDG Poland SA.
© Copyright 2009 International Data Group Poland S.A. 04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12 tel.(+4822)321-78-00 fax(+4822)321-78-88